Przejdź do głównej zawartości

Seniorka Ziuta i morze

Jako małe dziecko jeździłam z rodziną na wakacje do domków letniskowych w Jastrzębiej Górze oraz na kolonie organizowane przez uczelnię, na której pracują moi rodzice. Za czasów nastoletnich zaczęłam wyjeżdżać na obozy zagraniczne i tym samym przestałam wybierać się nad polskie morze. 

W tym roku, zupełnie przypadkowo, zdecydowaliśmy się z Adamem spędzić tygodniowe wakacje właśnie w Jastrzębiej Górze.


Wybór hotelu
Początkowo planowaliśmy pojechać na Hel, gdzie byliśmy w zeszłym roku podczas długiego weekendu. Mieliśmy świetną pogodę. Było mało ludzi i mieszkaliśmy w bardzo fajnym miejscu. Niestety, okazało się, że żaden tam pensjonat nie przyjmuje psów. Zaczęliśmy szukać innego miejsca nad polskim morzem, gdzie moglibyśmy zabrać ze sobą psa. W pierwszej kolejności skorzystałam ze strony DogMapa, ale wszystkie hotele tam zaprezentowane były dość drogie w stosunku do tego jaką kwotę chcieliśmy przeznaczyć na ten cel (planowaliśmy jechać na niskobudżetowe wakacje). Zaczęliśmy szukać noclegu przez strony typu Booking.com. Niestety, kiedy zaznaczaliśmy w wyszukiwarce opcję „zwierzęta domowe są akceptowane” to nie uzyskiwaliśmy wielu wyników, a te zaprezentowane nie spełniały naszych oczekiwań. Postanowiliśmy, że wybierzemy jedną konkretną miejscowość (tutaj wybór padł na Jastrzębią Górę) i tam już na własną rękę rozpoczęliśmy poszukiwania hoteli i pensjonatów, które zgodziłaby się (przez telefon, a później mailowo) na nocleg z psem. W ten sposób znaleźliśmy Hotel Arka.

7 dni nad polskim morzem
Hotel Arka mieści się 350 m od plaży, dzięki czemu mieliśmy blisko nad morze. Pokoje ładne, hotel skromny i stary, ale zadbany. Niestety, obecność psa w pokoju spowodowała, że nie sprzątano nam. Jak można łatwo domyślić się, po kilku dniach bycia w pokoju nazbierało się w nim trochę brudu i pod koniec już średnio było przyjemnie (a nie wszystko samemu – bez odpowiedniego sprzętu – da się posprzątać), zwłaszcza dla takiej osoby jak ja, która uwielbia porządek i codziennie sprząta w mieszkaniu.

Pogoda była kiepska. Tydzień przed naszym przyjazdem było super słonecznie i w kolejnym tygodniu po naszym wyjeździe też było fajnie. Natomiast myśmy trafili na ten tydzień, gdy albo było chłodno albo bardzo wiało albo padało. Są  jednak plusy tej sytuacji, ponieważ gdyby było bardzo ciepło, to Ziuta musiałaby spędzać czas od rana do późnego popołudnia w pokoju hotelowym. A tak, dzięki gorszej pogodzie i niższej temperaturze, mogliśmy ją zabierać na spacery po plaży.

Dla Ziuty był to pierwszy wyjazd nad morze i mimo wcześniejszej chęci wchodzenia do wody (do statycznych rzek) to głośny, słony i bardzo zimny Bałtyk nie stał się jej ulubionym miejscem. Do plaży również musiała przyzwyczaić się: dużo ludzi, głośno, trochę mokro i tak jakoś nie tak. Bliska obecność jej człowieków była obowiązkowa. Za trzecim podejściem, w przedostatni dzień naszego pobytu, było już znacznie lepiej i nawet udało jej się przymknąć oczy i zdrzemnąć na plaży.

Podczas wyjazdu dało się zauważyć, że dla Ziuty podróż i zwiedzanie nowych miejsc nie było największą atrakcją podczas naszych wakacji, ale nasza stała obecność, wspólnie spędzony czas, możliwość spania w naszym łóżku i przytulanie przy każdej okazji.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wygrana w konkursie literackim. Ziuta napisała list do kolegi ze schroniska.

Od kilku miesięcy mieszkamy pod Warszawą, w Konstancinie, który obchodzi w tym roku swoje 120-lecie. Z tej okazji miasto zorganizowało konkursy, w tym literacki: 120 słów o Konstancinie, w którym postanowiłam wziąć udział. Tylko co napisać? Wiersz? Nie, to nie moja bajka. Olśnienie przyszło podczas jednego ze spacerów z Ziutą - trzeba napisać o Konstancinie z jej perspektywy. Tak właśnie powstał "List do Luiego", który został napisany w taki sposób, aby czytelnik na początku nie wiedział, że bohaterem tekstu jest pies, a były więzień, który cieszy się od pewnego czasu wolnością w pięknym Konstancinie. W ten weekend, podczas imprezy zorganizowanej w Parku Zdrojowym, zostały ogłoszone wyniki konkursu. "List" został wysoko oceniony i zdobył 1. miejsce w kategorii Proza!




Zapraszam do przeczytania nagrodzonego Listu:
Drogi Lui,
Co u Ciebie słychać? U mnie kolejne zmiany. Nie, nie wróciłam za kraty.
Wszystko zaczęło się, gdy pojechaliśmy samochodem za miasto. Przez szybę m…

Podcast PDP 02: Jak podróżować z psem - Aleksandra Makulska

Bo kiedy kochasz, nie ma dla ciebie takiej przeszkody, której byś nie przeskoczył.

Dokładnie tak się stało, gdy w życiu Aleksandry i Michała Makulskich (makulscy.com) pojawiła się Luśka. Od tej pory podróżowanie nabrało nowego koloru, a wspólny wypoczynek stał się jeszcze bardziej atrakcyjny.

Dzięki miłości jej opiekunów, Lu odwiedziła więcej miejsc w Europie niż wiele osób podróżujących bez psa. Była m.in. w Hiszpanii, Austrii, Grenlandii, Szwajcarii, Czechach, Danii i na Litwie. Płynęła promem, "nawigowała" kajakiem i była psią kozicą na niejednym górskim szlaku.

Postanowiłam spotkać się z Aleksandrą i spytać o to jak to się robi i to tak dobrze!

Oddaję w Wasze ręce (a właściwie uszy) drugi odcinek podcastu Pies do pary. Mam nadzieję, że słuchając naszej rozmowy, tak jak ja, będziecie czuć to ciepło bijące od Aleksandry, a kawiarniane odgłosy dodadzą nagraniu przytulnego klimatu.


W tym odcinku mówimy o tym:
Jak to jest podróżować z psem?Jak się przygotować do takiej podróży…

Statystyczny polski pies zjada w ciągu roku karmy za niecałe 200 zł

Ostatnio natrafiłam na raport opublikowany przez Euromonitor, w którym można przeczytać, że przeciętny polski pies zjada w ciągu roku karmę za 180 zł, a wartość polskiego rynku karmy dla psów w 2017 roku wyniesie blisko 1,3 mld zł, osiągając w ten sposób 6-procentowy wzrost wartości bieżących.[1] W pierwszej chwili  pomyślałam „Wow, taki wzrost! Ponad miliard złotych!”, a potem zwróciłam uwagę na pierwszą kwotę - 180 zł. Analitycy wyliczyli, że nasz statystyczny polski pies zjada rocznie karmy za niecałe 200 zł. Czy to mało? Średnio? A może dużo? Postanowiłam odpowiedzieć sobie na to pytanie i podliczyć ile kosztuje wyżywienie Ziuty.
Za Pańci hajs baluj
Kiedy Ziuta trafiła rok temu do schroniska, nie chciała jeść suchej karmy. Oczywiście, realia schroniskowego życia zmieniły jej podejście do sprawy, ale już u nas w domu pozwala sobie na więcej. Obecnie Ziuta je 3 posiłki: śniadanie – karma sucha zmieszana z morką + czystek, obiad – mieszanka suchej i mokrej karmy, kolacja – mała porcja …