Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2017

Historia adopcyjna cz. 2

Podróż do Korabiewic była trochę stresująca. Na początku musieliśmy zatankować samochód, przez co nawigacja zmieniła trasę – niby mieliśmy być na miejscu szybciej, ponieważ jechaliśmy autostradą, ale za to zrobiliśmy o kilkanaście kilometrów więcej. Na miejscu okazało się, że droga zaraz przed schroniskiem to lodowisko, w dodatku na tyle była wąska, że musieliśmy na początku z niej wyjechać tyłem, aby ustąpić straży pożarnej, a potem znowu wjechać i powoli jechać do celu.
Apogeum zarówno stresu, jak i ekscytacji nastąpiło już po przekroczeniu bramy schroniska. Kiedy dotarliśmy do budynku głównego, czekała tam na nas już osoba, z którą wspólnie poszliśmy na nasz zapoznawczy spacer z Ziutą. Ucieszyłam się, gdy okazało się, że boks Ziuty jest jednym z pierwszych w alejce i nie będziemy musieli iść dłużej mijając kolejne nawołujące psy – byłoby nam bardzo smutno. Po zapięciu na smycz i wyjściu z boksu, Ziuta była głównie zainteresowana tym, że wyszła na spacer i może wąchać i podlewać każd…

Historia adopcyjna cz. 1

Kiedy miałam 8 lat w moim rodzinnym domu pojawił się Fido – nasz pierwszy pies. Pamiętam jak siedziałam przy biurku odrabiając lekcje, śpiesząc się by skończyć zadanie domowe w ekspresowym tempie, ponieważ wiedziałam, że lada moment rodzice wrócą do domu ze słodką, puszystą kulką na czterech łapkach.

Fido stał się dorosłym psem, a w domu pojawił się Jantar. Z biegiem lat dochodzili kolejni psi członkowie ludzko-psiej rodziny: Cherry, Boni, Abby i Riko. W kulminacyjnym momencie na 80m2 mieszkały z nami cztery psy (tak jest do dzisiaj, ale wyprowadzenie się dwóch dorosłych córek znacznie zwiększyło wolną przestrzeń w mieszkaniu rodziców).


Od lewej: Boni, Abby i Cherry
Kiedy cztery lata temu postanowiłam przeprowadzić się i wynająć mieszkanie razem z koleżankami, miałam w planach zabranie ze sobą mojej najukochańszej Boni. Niestety, nie było mi to dane, ponieważ moja współlokatorka miała sprawiającego kłopoty kota. Kolejne miesiące mijały, zmieniłam mieszkanie, a nawet wyjechałam do inneg…